Jesteś tutaj: Strona główna >> Świat >> Steinbach czwartorzędna

Steinbach czwartorzędna

Zbyt dużą cenę polska dyplomacja zapłaciła za odsunięcie Steinbach. Chodzi tu szczególnie o utratę przez Bartoszewskiego części swojego, wielkiego dotąd w Niemczech autorytetu. W środowisku niemieckiej chadecji oburzenie jego słowami i działalnością ostatnich dni jest kolosalne i obawiam się, że tej szkody nie uda się już naprawić. Może to spowodować nieprzychylność niektórych polityków CDU i CSU wobec dużo ważniejszych polskich projektów w przyszłości. Obyśmy za ustrzelenie Steinbach nie zapłacili na froncie kształtowania stosunków Europa-Rosja!

Steinbach czwartorzędna

W ostatnich dniach tematem dominującym w stosunkach polsko-niemieckich, podobnie jak w latach rządów PiS, stała się osoba szefowej Związku Wypędzonych BdV, Erika Steinbach (CDU). Za wielki sukces aktualny rząd uważa to, iż Steinbach nie wejdzie do rady programowej tzw. „widocznego znaku”, który powstanie w Berlinie.

Steinbach to postać mało sympatyczna, a jej partii nie popieram, więc na pewno nie będę jej w żaden sposób bronił. Jednak uważam, że polski rząd, a w szczególności Władysław Bartoszewski, zrobili Polsce dość niedźwiedzią przysługę, tak mocno, niedyskretnie i brutalnie wchodzą w debatę wokół szefowej BdV.

Po pierwsze, sam „widoczny znak” jest, w mojej ocenie, na tle dzisiejszych problemów stosunków polsko-niemieckich (bezpieczeństwo energetyczne i Nord Stream, polityka wobec Moskwy, Partnerstwo Wschodnie, niebezpieczeństwo euroobligacji i protekcjonizmu w UE, wejście Polski do strefy euro, kandydatura Sikorskiego na szefa NATO, itd.), tematem co najwyżej czwartorzędnym. Nie gra żadnej roli, czy Steinbach będzie w tej radzie programowej czy jej tam nie będzie, a będzie ktoś inny z BdV, kto ma zasadniczo takie same poglądy, a nawet bardziej nam niemiłe niż ona (o co w BdV nietrudno). Nie można od muzeum wypędzeń odsunąć całkowicie organizacji wypędzonych.

Po drugie, zbyt dużą cenę polska dyplomacja zapłaciła za odsunięcie Steinbach. Chodzi tu szczególnie o utratę przez Bartoszewskiego części swojego, wielkiego dotąd w Niemczech autorytetu. W środowisku niemieckiej chadecji oburzenie jego słowami i działalnością ostatnich dni jest kolosalne i obawiam się, że tej szkody nie uda się już naprawić. Może to spowodować nieprzychylność niektórych polityków CDU i CSU wobec dużo ważniejszych polskich projektów w przyszłości. Obyśmy za ustrzelenie Steinbach nie zapłacili na froncie kształtowania stosunków Europa-Rosja! CDU/CSU pozostaną niemal na pewno u władzy w Berlinie po jesiennych wyborach, być może w roli ich koalicjanta SPD zostanie zastąpiona przez FDP, dla której kwestie historyczne czy problem stosunków z Rosją nie są priorytetowe (liberałów interesuje przede wszystkich gospodarka i wolność indywidualna obywatela od inwigilacji państwa). Oznacza to, że z chadecją będziemy musieli ułożyć sobie dobre stosunki, choć teraz je nadwyrężyliśmy.

Po części oburzenie chadeków zresztą rozumiem. Słowa Bartoszewskiego były za mocne. Często jest tak, że osoby o wielkich zasługach i tak wspaniałych życiorysach jak biografia Bartoszewskiego, uważają, że mogą powiedzieć więcej. Bo tak jest. Ale czasem jednak przekroczą pewną granicę, za którą nawet wielki autorytet nie ochroni już przed gwałtowną krytyką. Tak się stało gdy w swoich słowach profesor przywołał postać lefebrystycznego „duchownego”, antysemity i negacjonisty holokaustu, Williamsona. Słowa Bartoszewskiego oczywiście nie były zrównaniem Steinbach z „biskupem”, ale takie zestawienie zawsze razi, w Niemczech w szczególności. A należy oddać Steinbach, że dla poprawy stosunków niemiecko-żydowskich trochę zrobiła.

Skąd taka siła niechęci wobec Steinbach? Po części pewnie stąd, że projektujemy na jej osobę nasze dawne obawy przed Niemcami. Dziś to ona jest w jakiś sposób spadkobierczynią poglądów rewanżystowskich i rewizjonistycznych z lat 50-tych po 80-te, których głosicieli nie brakowało w CDU/CSU, ale także i SPD, a w latach 50-tych nawet w FDP. Podnosi się, że była przeciwko polskiej akcesji do UE i NATO, nie chciała pogodzić się z linią graniczną na Odrze i Nysie. To wszystko prawda. Ale spójrzmy, aby być fair, z szerszej perspektywy. Przeciwko naszemu wejściu do NATO było sporo amerykańskich senatorów i kongresmanów z obu partii, choć głównie republikańskiej. Opór wobec naszej akcesji do Unii podnosiło sporo prawicowych polityków w wielu krajach, którzy mieli wątpliwości, czy spełniamy kryteria. Byli wśród nich francuscy neogaulliści z RPR/UMP czy holenderscy neoliberałowie z VVD. Zaś ostateczny charakter granicy na Odrze i Nysie negowała cała CDU/CSU, jeszcze gdy na jej czele stał Helmuth Kohl. Jednak do byłego kanclerza odnosimy się dużo lepiej niż do Steinbach, prawda? Dlaczego? Onegdaj cały BdV żądał zmian granic i oddania ziem zachodnich i północnych przez Polskę. W tamtych czasach Konrad Adenauer, mimo to, zaprosił ich ówczesną partię GB/BHE (Związek Wielkoniemiecki / Związek Wypędzonych z Ojczyzny i Pozbawionych Praw) do udziału w koalicji rządowej (po wyborach 1953 roku). Z dekady na dekadę jednak środowisko stawało się coraz mniej radykalne. Niemal wszyscy wypędzeni podróżują dziś do Polski, do swych dawnych miast i wsi. Są tam z reguły przyjmowani bardzo dobrze, nawiązują przyjaźnie z Polakami, często podejmują wspólne inicjatywy, w tym dobroczynne, z których korzystają ubodzy. Okres sprawowania stanowiska szefowej BdV przez Steinbach nie był w tym procesie krokiem wstecz, raczej do przodu.

W tym ślepym ataku na jedną osobę, która w Polsce została przez media i niewiele od niej lepszych polityków polskich partii nacjonalistycznych wykreowana na symbol zła, zgubiono z oczu najważniejsze pytanie. O co chodziło? Otóż, o ile pamiętam, chodziło o to, żeby muzeum wypędzeń, skoro już powstanie (a nie możemy Niemcom tego po prostu zabronić), miało charakter instytucji głoszącej absolutną prawdę historyczną. Aby nie było śladu prób zamazywania czegokolwiek, co się wiąże z odpowiedzialnością za wybuch i następstwa II wojny światowej. Innymi słowy, aby wypędzenia zostały pokazane jasno jako bezpośredni efekt wywołanej przez samych Niemców tragedii wojennej. Eliminacja Steinbach z projektu tego nie gwarantuje. Tutaj rację w drodze wyjątku mają bracia Kaczyńscy. Powiem więcej, jej obecność nie przesądzałaby wcale o tym, że zamazywanie historii miałoby miejsce. Kluczowa jest więc konkretna praca rady programowej. Szkoda, że zabraknie tam polskich historyków. Ich obecność była by właśnie najlepszą gwarancją zaspokojenia polskiej racji stanu w kontekście „widocznego znaku”.

Dodaj komentarz


Copyright © Polska Liberalna - liberalizm, polityka, kultura, historia, społeczeństwo, media - polskaliberalna.net 2012

Template by Joomla Themes & Tanie przeprowadzki Kraków.