Rosyjskie wsparcie dla Donalda Tuska
Nie, proszę Państwa, nie chodzi mi o Putina. Parafrazując Remarque’a, można powiedzieć, że pod tym względem „na wschodzie bez zmian”. Wsparcie z Rosji płynie ze źródła całkowicie niezależnego od obecnego premiera i przyszłego (a także byłego) prezydenta Rosji. To głęboki i mroźny wyż, który temperaturami poniżej 20 stopni mrozu skuł lodem Rosję, a swoimi mackami, z temperaturami na poziomie minus 15 sięga do nas.
Mróz często odgrywał znaczącą rolę w wielkiej historii. To bardziej z mrozem niż z Kutuzowem przegrała napoleońska Wielka Armia w 1812 roku. 130 lat później to mróz okazał się największym sprzymierzeńcem Stalina w starciu z Hitlerem.
W małej historii rządu Donalda Tuska – gdy premier zmuszony był teraz walczyć na kilku frontach z pacjentami, lekarzami, aptekarzami; gdy na ulicę wyszli internauci, by protestować wobec groźby ograniczenia wolności w sieci; gdy za moment na tych samych ulicach pojawić by się mogli związkowcy przeciwni reformom emerytalnym – mróz z Rosji okazuje się być dla premiera prawdziwym wybawieniem.
Zimowy mroźny wyż równie skutecznie jak wybił wirusy grypy, przetrzebił też liczbę chętnych do protestowania na ulicy internautów, a związkowcy przy takim mrozie nie przyjdą pod kancelarię premiera.
Myślę, że w tej sytuacji premier Tusk wysyła apele do świstaka z Punxsutawney, by ten 2 lutego zobaczył swój cień. Bo to dla nas oznaczałoby długie jeszcze mrozy, a dla Donalda Tuska – równie długi czas świętego spokoju.
Mróz często odgrywał znaczącą rolę w wielkiej historii. To bardziej z mrozem niż z Kutuzowem przegrała napoleońska Wielka Armia w 1812 roku. 130 lat później to mróz okazał się największym sprzymierzeńcem Stalina w starciu z Hitlerem.
W małej historii rządu Donalda Tuska – gdy premier zmuszony był teraz walczyć na kilku frontach z pacjentami, lekarzami, aptekarzami; gdy na ulicę wyszli internauci, by protestować wobec groźby ograniczenia wolności w sieci; gdy za moment na tych samych ulicach pojawić by się mogli związkowcy przeciwni reformom emerytalnym – mróz z Rosji okazuje się być dla premiera prawdziwym wybawieniem.
Zimowy mroźny wyż równie skutecznie jak wybił wirusy grypy, przetrzebił też liczbę chętnych do protestowania na ulicy internautów, a związkowcy przy takim mrozie nie przyjdą pod kancelarię premiera.
Myślę, że w tej sytuacji premier Tusk wysyła apele do świstaka z Punxsutawney, by ten 2 lutego zobaczył swój cień. Bo to dla nas oznaczałoby długie jeszcze mrozy, a dla Donalda Tuska – równie długi czas świętego spokoju.
