Układ śledczy
Chyba wszyscy słyszeliśmy o samorządowym „układzie warszawskim”. Ta zbitka słowna nie opisywała rzeczywistości, a była jedynie sumą pomówień i kłamstw wykorzystywanych przez polityków a także niektórych dziennikarzy, przeciwnych mojej prezydenturze w Warszawie. Szczególnie silna wiara w istnienie przestępczego układu cechowała późniejszego prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego oraz czołowych polityków PiS z okresu IV RP. Rozbicie mitycznego „układu” było jednym z głównych zadań realizowanych wtedy przez PiS-owskich prokuratorów i śledczych z CBŚ.
Po latach kolejne śledztwa były umarzane, a jeśli – jak np. w sprawie wiceprezydenta Wojciecha Kozaka – trafiały do sądu, to kończyły się pełnym uniewinnieniem. Dziś już chyba nikt nie ma wątpliwości, że mitycznego „układu warszawskiego” po prostu nie było. Istniał natomiast patologiczny „układ śledczy” , typowy dla praktyki IV RP.
„Gazeta Stołeczna” (18-19 VI br.) w obszernym tekście opisała kulisy śledztwa w tzw. sprawie „układu warszawskiego”, którego konsekwencją jest toczony obecnie proces wobec 5 oskarżonych. Artykuł opisuje prawdziwą patologię – ale chodzi tu o patologię śledztwa, a szerzej o patologię IV RP. Oskarżenie opiera się na zeznaniu jednej osoby, która jest wielokrotnie skazywaną oszustką.
Pomówienie przez tę oszustkę zaprowadziło na ławę oskarżonych Ludwikę Wujec. Prokuratura oskarża ją o przyjęcie 20 tyś. zł jako części łapówki, którą miał otrzymać Paweł Bujalski. Prokuratura nie widzi sprzeczności w tym, że całość łapówki, którą miała trafić do Bujalskiego wynosiła według oskarżenia tylko 16 tys. zł. Paweł Bujalski spędził w areszcie ponad 400 dni. Śledztwo polegało głównie na składaniu mu propozycji w rodzaju „jak zeznasz coś na Pawła Piskorskiego, to wyjdziesz”. W ten sam sposób naciskano na innych oskarżonych.
Adwokaci pomówionych a zasiadające teraz na ławie oskarżonych osób chcą – jak pisze „Gazeta” – przesłuchać w charakterze świadka autora aktu oskarżenia, „by opowiedział o kulisach śledztwa i okolicznościach, w jakich stawiano oskarżonym zarzuty”. I bardzo dobrze. Bo być może dzięki temu proces w sprawie mitycznego „układu warszawskiego” zmieni się w oskarżenie jak najbardziej realnego „układu śledczego”, działającego wedle znanej zasady sowieckiego prokuratora Wyszyńskiego – „dajcie mi oskarżonego, a paragraf się znajdzie”.
