Lanie potrzebne Janowi Widackiemu
Wielu funcjonariuszy UB i SB „poległo w latach wojny domowej toczonej w Polsce po 1945 r., broniąc porządku prawnego legalnej Polski, jaka wówczas istniała z woli mocarstw sprzymierzonych” Czyżby? Lepiej nie robić polityki w ogóle, niźli robić politykę szkodliwą. Jan Widacki pokazał dobitnie, że tego nie rozumie.
Lanie potrzebne Janowi Widackiemu
W dzisiejszej „Wyborczej” Jan Widacki, poseł bezpartyjny współtworzący koło PD w Sejmie, opublikował felieton pt. „Lewicy potrzebne lanie”. Choć wyborcze lanie lewicy zwykle budzi moją radość, to tym razem nie sympatyzuję z autorem tekstu. Z dwóch powodów.
Po pierwsze dlatego, iż poseł Widacki jawi się jako zwolennik połączenia wszystkich środowisk politycznych „na lewo od PO” w jedną organizację polityczną. Argumentem za tym miałaby być skuteczność. Choć powątpiewam, czy kolejna próba odgrzewania zgniłego kotleta o nazwie SLD wraz ze zjełczałymi przystawkami w stylu Unii Pracy, PPS, antyklerykałów czy Nowej Lewicy Ikonowicza miałaby szansę na cokolwiek poza totalną kompromitacją, to nie o to tutaj chodzi. Chodzi o to, że Widacki jest gotów za antycypowaną skuteczność polityczną odłożyć przekonania i poglądy ideowe członków różnych ugrupowań, w tym mojej PD, ad acta. W pewnym sensie współgra to ze strategią obecnej szefowej Demokratów, jednak w wydaniu Widackiego przyjmuje karykaturalną formę. W porównaniu z jego koncepcją polityczną kierunek strategii Brygidy Kuźniak jawi się jako coś zupełnie nieszkodliwego.
Widackiemu marzy się nowy lewicowy świat, w którym podejmowane wobec kryzysu interwencje państwa na niespotykaną skalę są stałym i pozytywnym elementem polityki. W jakiś sposób wnioskuje, że wobec kryzysu PO przesunie się na scenie politycznej na prawo w kwestiach obyczajowych, jakby piernik i wiatrak miały wspólny mianownik. Sugeruje iż Platforma jest bardzo prawicowa, bo popiera „cyniczną” ustawę o zmniejszeniu emerytur ubeckim draniom, jakby kwestie lustracji czy rozliczeń z autorytarnym reżimem były wyznacznikiem ideologicznym na osi prawica-lewica. Czy wie, jak ten problem wygląda w Hiszpanii? Kto tam popiera rozliczenia, a kto jest za „grubą kreską”?
Przesunięcie PO w prawo w sprawach m. in. in vitro, lustracji, kastracji pedofilów i innych takich ma być efektem kryzysu ekonomicznego. W rezultacie powstanie przestrzeń w centrum sceny, gdzie tłumnie gromadzić się będą byli wyborcy PO, młodzi, wykształceni i niechętnie spoglądający na konserwatyzm Platformy oraz jej bliskość do stanowiska Kościoła w sprawach obyczajowych ludzie. Dobrze, ale dlaczego mieliby poprzeć lewicę, która obok tego wszystkiego serwuje ekonomiczny socjal i państwowy interwencjonizm w stylu PiS? Diagnoza Widackiego jest słuszna, ale wnioski wyciąga pod swoje marzenia. Chce powstania silnej lewicy, więc kreśli wątpliwy scenariusz jej rychłego sukcesu. Prawda jest taka, że znużenie centrowych wyborców konserwatyzmem Platformy jest szansą dla partii liberalnej, obyczajowo progresywnej, ale i prorynkowej. Chyba że owych młodych i wykształconych wyborców wcześniej dopadnie bieda. Wtedy sytuacja zmieni się zgodnie z oczekiwaniami Widackiego. Innymi słowy, lewica i Widacki, podobnie jak PiS, będą trzymać kciuki za kryzys.
Ugrupowania na lewo od PO nie porozumieją się „co do kwestii podstawowych”, jak chce Widacki. Nie uda się to ponieważ w sprawach ekonomicznych część z nich, szczególnie PD, ma dużo więcej wspólnego z PO niż z innymi ugrupowaniami na lewo od partii Tuska. Dlatego, i musi zrozumieć to nie tylko on, ale także spora część samej PD, łączenie na siłę nie ma sensu. Niechaj lewica szuka swojej szansy, zaś liberałowie, z zupełnie inną ofertą, swojej. W zależności od tego, jaka będzie sytuacja materialna wyborców opuszczających PO, sukces odniosą pierwsi, albo drudzy.
Po drugie, Widacki chciałby w Polsce lewicy, która nie będzie kojarzona wyłącznie z postkomunizmem. Aż trudno uwierzyć w tą deklarację, zważywszy treść wniosku zaskarżającego ustawę o obcięciu emerytów esbekom do Trybunału Konstytucyjnego, autorstwa m. in. posła Widackiego. Obok częściowo przynajmniej sensownych wątpliwości natury prawnej i formalnej, Widacki wdaje się w tym tekście w rozważania historyczne. Wymowa całości jest po prostu skandaliczna. Odebranie esbekom przywilejów emerytalnych miałoby rzekomo być niesłuszne ze względu na „nienormowany czas pracy, narażenie na stres, odpowiedzialność i zwiększone ryzyko śmierci”. Biedacy musieli nocami przed długie godziny przesłuchiwać tych paskudnych „wrogów socjalizmu”, a jaki stres u nich powstawał, jak im Kuroń, Geremek czy Michnik jakiś numer wycinali! Trzeba im, kryzys nie kryzys, zapłacić odszkodowania za ten ciężki los! Na przykład wprowadzić 60% podatku bogaczom zarabiającym ponad 50 000 zł rocznie i zrezygnować z wypłaty odszkodowań np. rodzinom ofiar Grudnia 70, a zamiast tego utrzymać emerytury esbeckie! To byłoby dopiero sprawiedliwe. Przecież tylu z nich „poległo w latach wojny domowej toczonej w Polsce po 1945 r., broniąc porządku prawnego LEGALNEJ Polski, jaka wówczas istniała z woli mocarstw sprzymierzonych” [SIC!!!].
Trudno wyobrazić sobie słowa bardziej ohydne. Całe świństwa z lat władzy PiS nawet bledną przy czymś takim. Nie wiem czy lewicy należy się lanie, ale na pewno należy się ono Janowi Widackiemu. Podpisanie się pod takimi sformułowaniami dyskwalifikuje osobę jako uczestnika życia politycznego. Jako członek PD oświadczam, że nie życzę sobie, aby Jan Widacki pozostawał w szeregach Demokratycznego Koła Poselskiego. Nawet jeśli po jego usunięciu koło przestanie istnieć, należy pójść w tym kierunku. Nietrafione analizy politologiczne oparte na stricte lewicowym wishful thinking można wybaczyć, nawet jeśli ich wydźwięk bardzo szkodzi PD. Wybielania ubeckich kanalii nie tłumaczy już nic.
Jan Widacki ma nadzieję, że porażka w wyborach do PE spowoduje, że do świadomości „wszystkich działaczy (...) PD” dotrze „prawda” o konieczności zostania socjalistami i wejścia w nowy LiD. Już dziś mu oświadczam, że tak nie będzie. Werdykt w mało znaczących wyborach czy wynik słabo przygotowanej inicjatywy nie spowodują, że porzucimy nasz liberalny światopogląd. Lepiej nie robić polityki w ogóle, niźli robić politykę szkodliwą. Jan Widacki pokazał dobitnie, że tego nie rozumie.
