Sondażowe zagrożenie lawinowe IV stopnia
Dwa ostatnie sondaże – jeden OBOP-u dla „Gazety Wyborczej, drugi Millward Brown SMG/KRC dla TVN – pokazują znaczący spadek notowań Platformy Obywatelskiej. W ciągu niespełna trzech tygodni zleciały one na łeb na szyję. Z 37% (19–23 stycznia; OBOP) poprzez 33% (27 stycznia; MB) i 28% (2–6 lutego; OBOB) do 27% (8–9 lutego; MB). Widać, że przez ten krótki czas Platforma straciła grubo ponad 1/4 swoich wyborców!. Sondaże te prowokują do zadania sobie dwóch pytań.
Pierwsze, kto na tym zyskuje.
Dzięki usilnym staraniom Jarosława Kaczyńskiego (vide wyrażony ostatnio żal prezesa, że dzisiejsza policja nie przejęła metod dawnej PRL-owskiej służby bezpieczeństwa) praktycznie żaden rozczarowany Platformą wyborca nie przeszedł do PiS-u. Tak jak PiS miał, tak i ma dzisiaj około 23% poparcie i nic nie wskazuje na to, by miało się to zmienić. Podzielam opinię b. spin doktora PiS-u Michała Kamińskiego, że cokolwiek stratedzy tej partii wymyślą, to i tak niezawodny prezes to zepsuje.
Zyskuje lewica (albo – zważywszy, że chodzi tu głównie o Ruch Palikota – tzw. lewica). Ruch Palikota z 8% ((19–23 stycznia; OBOP) wystrzelił według Millward Brown do 17% (8–9 lutego), a gdyby do tego wyniku dodać 10% poparcie dla SLD z tych samych badań, to widać, że to co na lewo od Platformy ma dzisiaj takie samo 27% poparcie co Platforma.
I tu trzeba postawić drugie pytanie, ważniejsze niż to pierwsze. Czy mamy do czynienia z trwałą tendencją, czy można już dziś mówić, że oto pojawiła się już jasna alternatywa, że już widać, kto z rąk Tuska weźmie w następnych wyborach władzę?
Odpowiedź twierdząca byłaby przedwczesna.
Po pierwsze, nie wiemy jak za rok czy dwa lata będzie wyglądać nasza scena polityczna. Ruch Palikota i SLD oddzielnie? A może razem? A może powstanie jeszcze szersza polityczna formuła, coś na kształt włoskiego Drzewa Oliwnego, której ostrze w równym stopniu będzie anty-Platformowe, co anty-PiS-owskie?
Po drugie, jakby powiedział Mark Twain, wiadomość o zgonie Platformy jest przesadzona. Na pewno potyczki w sprawie ustawy refundacyjnej i ACTA, zapowiedzi reformy emerytalnej, zadziwiająca u Donalda Tuska nieumiejętność wyczucia społecznych nastrojów spowodowały kryzys w Platformie. Ale pamiętamy też z nie tak dawnej historii – myślę tu o AWS i SLD z czasów ich rządów – że dopiero odpływ połowy wyborców powodował całkowitą destrukcję wewnętrzną tych formacji. Mówiąc bardziej cynicznie – dopiero wtedy, gdy połowa posłów rządzącej partii uświadamia sobie, że nie ma szans na reelekcję, zaczyna się prawdziwy, samonapędzający się kryzys, który nieuchronnie prowadzi do klęski.
Nie wiemy jeszcze, czy ten znaczący spadek notowań Platformy zamieni się w spadek lawinowy. Zaryzykowałby jednak tezę, że w pięciostopniowej skali zagrożenia lawinowego, Platforma osiągnęła w tej chwili stopień IV – zagrożenie duże. Parafrazując definicję IV stopnia zagrożenia, można powiedzieć: pokrywa śnieżna (czyli elektorat) słabo związana, duże lawiny (czyli spadki notowań) mogą występować samoistnie.
Pierwsze, kto na tym zyskuje.
Dzięki usilnym staraniom Jarosława Kaczyńskiego (vide wyrażony ostatnio żal prezesa, że dzisiejsza policja nie przejęła metod dawnej PRL-owskiej służby bezpieczeństwa) praktycznie żaden rozczarowany Platformą wyborca nie przeszedł do PiS-u. Tak jak PiS miał, tak i ma dzisiaj około 23% poparcie i nic nie wskazuje na to, by miało się to zmienić. Podzielam opinię b. spin doktora PiS-u Michała Kamińskiego, że cokolwiek stratedzy tej partii wymyślą, to i tak niezawodny prezes to zepsuje.
Zyskuje lewica (albo – zważywszy, że chodzi tu głównie o Ruch Palikota – tzw. lewica). Ruch Palikota z 8% ((19–23 stycznia; OBOP) wystrzelił według Millward Brown do 17% (8–9 lutego), a gdyby do tego wyniku dodać 10% poparcie dla SLD z tych samych badań, to widać, że to co na lewo od Platformy ma dzisiaj takie samo 27% poparcie co Platforma.
I tu trzeba postawić drugie pytanie, ważniejsze niż to pierwsze. Czy mamy do czynienia z trwałą tendencją, czy można już dziś mówić, że oto pojawiła się już jasna alternatywa, że już widać, kto z rąk Tuska weźmie w następnych wyborach władzę?
Odpowiedź twierdząca byłaby przedwczesna.
Po pierwsze, nie wiemy jak za rok czy dwa lata będzie wyglądać nasza scena polityczna. Ruch Palikota i SLD oddzielnie? A może razem? A może powstanie jeszcze szersza polityczna formuła, coś na kształt włoskiego Drzewa Oliwnego, której ostrze w równym stopniu będzie anty-Platformowe, co anty-PiS-owskie?
Po drugie, jakby powiedział Mark Twain, wiadomość o zgonie Platformy jest przesadzona. Na pewno potyczki w sprawie ustawy refundacyjnej i ACTA, zapowiedzi reformy emerytalnej, zadziwiająca u Donalda Tuska nieumiejętność wyczucia społecznych nastrojów spowodowały kryzys w Platformie. Ale pamiętamy też z nie tak dawnej historii – myślę tu o AWS i SLD z czasów ich rządów – że dopiero odpływ połowy wyborców powodował całkowitą destrukcję wewnętrzną tych formacji. Mówiąc bardziej cynicznie – dopiero wtedy, gdy połowa posłów rządzącej partii uświadamia sobie, że nie ma szans na reelekcję, zaczyna się prawdziwy, samonapędzający się kryzys, który nieuchronnie prowadzi do klęski.
Nie wiemy jeszcze, czy ten znaczący spadek notowań Platformy zamieni się w spadek lawinowy. Zaryzykowałby jednak tezę, że w pięciostopniowej skali zagrożenia lawinowego, Platforma osiągnęła w tej chwili stopień IV – zagrożenie duże. Parafrazując definicję IV stopnia zagrożenia, można powiedzieć: pokrywa śnieżna (czyli elektorat) słabo związana, duże lawiny (czyli spadki notowań) mogą występować samoistnie.
