Jesteś tutaj: Strona główna >> Opinie >> Z blogów >> Azrael >> Wszystko, co chcielibyście wiedzieć… o Jarosławie Kaczyńskim

Wszystko, co chcielibyście wiedzieć… o Jarosławie Kaczyńskim

Środek kampanii wyborczej. Dziwnej, w cieniu katastrofy smoleńskiej i na wałach kolejnej powodzi stulecia, ale jednak kampanii. Bronisław Komorowski prowadzi ją w cieniu Donalda Tuska, inni kandydaci w cieniu Bronisława Komorowskiego, a Jarosław Kaczyński, w milczeniu, w cieniu swojego tragicznie zmarłego brata. Chciałby być może inaczej, ale jego specjaliści od spraw wizerunku odradzają mu zbyt częste i wylewne wypowiedzi. Poza tymi, gdzie trudne pytania, o program i wizję prezydentury raczej nie padną. Trudno tego rodzaju pytań oczekiwać ze strony blogerów, ponieważ Salonie24 specjalnie w krytyków Jarosława Kaczyńskiego i jego brata nie obrósł, trudno tego oczekiwać od redaktora “Gościa Niedzielnego”. A tak naprawdę trudno oczekiwać jasnych i klarownych odpowiedzi od samego szefa PiS-u. I właśnie na kandydaturę Kaczyńskiego należy patrzeć przez pryzmat jego formacji politycznej, bo dla każdego politycznego i paryjnego lidera wybory prezydenckie są “rozbiegówką” do wyborów parlamentarnych. I dlatego Kaczyńskiego można i trzeba oceniać nie przez pryzmat tego co mówi (albo jak milczy…), ale przez jego już dwudziestoletnie dokonania na scenie politycznej. I trzeba się spytać, czy ma on kwalifikacje do sprawowania urzędu, który przy obecnych zapisach konstytucyjnych ma poważny wpływ na władzę wykonawczą.

Wydawać by się mogło, że atmosfera po katastrofie smoleńskiej i w obliczu powodzi pustoszącej kraj będzie sprzyjała Jarosławowi Kaczyńskiemu. To przecież polityk, który swoją pozycję w dużym stopniu budował na emocjach, na fermencie społecznym, na negacji porządku społecznego. Tak przecież było w roku 2005, kiedy afera Rywina wypromowała w dużym stopniu jego brata, jego samego i ideę tak zwanej IV RP. Jarosław Kaczyński powinien stać się nową nadzieję dla “zgnębionych” Polaków, ale okazuje się, jak pokazują sondaże, nie chcą oni mu dać następnej szansy. Nie drugiej, tylko kolejnej, nie zapomnijmy przecież, że przegrał on po kolei wybory samorządowe, przedwczesne parlamentarne w 2007 roku i zeszłoroczne do Parlamentu Europejskiego. Szkoda, że przed decyzją o kandydowaniu on sam i ci, którzy go popychali nie zrobili jednak solidnego bilansu ostatnich 5 lat działalności braci Kaczyńskich i ich formacji.

Jarosław Kaczyński nie zostanie prezydentem. Chyba, że nastąpi jakiś wyjątkowy kataklizm w kampanii Bronisława Komorowskiego, ale od czasu, kiedy zaangażował się w nią Donald Tusk, nie liczyłbym na to. Prawo i Sprawiedliwość nie wróci też do władzy w przyszłym roku, a jej realny jego wpływ na polską politykę skończy się wraz z wyborami parlamentarnymi.
Warto się zastanowić, dlaczego tak się dzieje.
Podstawową sprawą jest to, że Jarosław Kaczyński nie ma prawdziwego programu politycznego i społecznego. Jego projekt tak zwanej IV RP to wydmuszka intelektualna, zlepek prostych i prostackich przemyśleń, ubranych w demagogiczne hasła (“Polska socjalna”, “Polska solidarna”). Ten projekt budowany przez historyka – amatora, Kaczyńskiego i socjologa, Ludwika Dorna, był zbitką różnych teorii post piłsudczykowskich, endeckich, zabarwionych hasłami narodowo – katolickimi. Na to wszystko narzucona była fascynacja Kaczyńskiego gaullizmem i podlane to jest sosem populizmu. A do realizacji tego „czegoś” miały służyć tanie socjotechniczne metody. Teoria ta została “zgrana” już w roku 2007, ale jej echo wraca cały czas. I Kaczyński wprawdzie próbuje się od niej odciąć (czyli odciąć się od swojej politycznej przeszłości), ale jest ona doskonałym “straszakiem” dla jego przeciwników. Kaczyńskie nie ma i nie miał nigdy realnych programów dla wyborcy inteligenckiego i młodzieży. A to jest wyborca, w którego należy inwestować, to jest ta część społeczeństwa, która nadaje ton dyspucie społecznej i jest przyszłością rozwoju Polski.

Panuje przekonanie, że PiS to partia obciachu i dezestablishmentu – w sensie kulturowym i intelektualnym – nie zawsze i nie do końca prawdziwe, ale rzutujące na oblicze kandydata. To wszystko z kolej ma wpływ na media i ośrodki opiniotwórcze, które nigdy obu braci Kaczyńskich nie dążyły estymą. Nie jest jednak prawdą, że to media są główną siła sprawczą złego wizerunku partii i samego Kaczyńskiego – to on i jego pomysły ciążą jego partii. PiS jest przede wszystkim partią antyinteligencką, przecież po koalicji z LPR i Samoobroną. Kaczyński świadomie stanął na czele grup społecznych “pokrzywdzonych i oszukanych”, przeciwstawiając ich elitom społecznym. Nie było więc przypadkiem, że jednym z pierwszych miejsc, gdzie Jarosław Kaczyński pojechał na wiec, był Raciąż i spotkanie z rolnikami. Po wyborach w 2007 roku PiS stał się partią zamkniętego kręgu wyborców, o co raz mniejszej skali oddziaływania. Do dnia katastrofy pod Smoleńskiem jedynym poważnym kapitałem PiS był Lech Kaczyński i jego prawo veta. Kaczyński usiłował wprawdzie zmienić oblicze swojej partii, ale były to działania czysto marketingowe, bez żadnych realiów i projektów. Program dla inteligencji, program dla młodzieży, wszystkie programy tworzone w głowie szefa PiS – to tylko słowa, beż żadnej zawartości intelektualnej, bez spójnej myśli przewodniej, to tylko mity.

Na kongresie partyjnym w Łodzi, w roku 2006, Jarosław Kaczyński powiedział, że PiS nie jest nie jest partią antyinteligencką. Zaproponował, aby inteligencja włączyła się w tworzenie nowego państwa, państwa republikańskiego. Stwierdził, że do budowy tego nowego państwa jest konieczne stworzenie nowego inteligenta. Takiego, który będzie podzielał poglądy i ideały tworzonej z mozołem i w pocie czoła IV RP. Zapachniało to już wtedy ideą „nowego człowieka”, ze starych, dobrych czasów komunistycznych. Już wtedy, w 2006 roku, widać było wyraźnie, że inteligencja była potrzebna tylko jako kwiatek do kożucha – uważano, że wyborów nie wygrywa się głosami inteligencji, lecz głosami tych, którym można sprzedać hasła bez pokrycia. Kaczyńskiemu nigdy nie chodziło o inteligencję, jako grupę społeczną, jako środowisko, które będzie popierało jego, jego program społeczny, program polityczny dla państwa i obywateli. Jemu marzyło się ukształtowanie „nowego człowieka”, nowego Polaka i inteligenta, który będzie myślał tak jak on, który będzie działał w ramach jego programu. Potwierdzał to wielokrotnie słowami, że istnieje konieczność przedstawienia nowej formuły polskiej inteligencji.

Jarosław Kaczyński nie nadaje się na stanowisko prezydenta również z innych powodów. Jest on nie tylko amatorem politycznym, nie posiadającym nie tylko odpowiedniej wiedzy i potencjału intelektualnego. Jest graczem i manipulatorem społecznym, który nie rozumie nie tylko współczesnego, nowoczesnego świata, ale również mechanizmów społecznych i socjologicznych, jakie działają w społeczeństwie. Kaczyński nie rozumie i nie umie posługiwać się metodami nowoczesnymi współczesnego polityka – i inteligenta. To nie jest człowiek i polityk XXI wieku. Kaczyńskiemu i jego otoczeniu, jego partii brakuje po prostu zrozumienia, że inteligencja to także kwestia umiejętności nawiązywania relacji społecznych, na tworzeniu nowych kanałów komunikacji, na umiejętności przezwyciężania stereotypów i negatywnych emocji. Kaczyński zbudował sobie tak ogromny elektorat negatywny, właśnie wśród młodej inteligencji, klasy średniej, tego środowiska, które będzie kształtowało przyszłość Polski, że jego szanse na odbudowę poparcia są minimalne.
Kiedy w roku 2005 Kaczyński doszedł do władzy, miał ogromny kapitał zaufania. Także zaufania po stronie wyborców młodych i zwolenników Platformy Obywatelskiej. Wynik wyborczy obu partii, to była premia za to, że obie stworzą koalicję rządową, że w Polsce nastąpi coś na kształt ożywczego “change” polskiej polityki. Jednak kiedy usiadł do stołu z “Samoobroną” i Ligą Polskich Rodzin – już wtedy było wiadome, że ten kapitał zaufania zostanie szybko roztrwoniony.
Kaczyński nie zna się na sprawach gospodarczych, nie zna się również na sprawach społecznych i socjologii społecznej. Gdyby rozumiał mechanizmy społeczne, to by wiedział, że jego rządy można było oprzeć na kapitale społecznym, jaki zaczynał się wtedy tworzyć. Szef PiS miał zaufanie olbrzymich grup społecznych i wystarczyło tylko to zaufanie powiększyć, z multiplikować na inne grupy społeczne, stworzyć sieć powiązań i porozumienia społecznego. Zamiast jednak tworzyć sieć porozumienia i wspólnoty obywatelskiej – Kaczyński poszedł drogą wprost przeciwną – zaczął dzielić społeczeństwo na “swoich” i “onych”. Po prawie dwudziestu latach od czasu politycznej transformacji Okrągłego Stołu, znów w Polsce zaczęto mówić “my” i “oni”.

Jarosław Kaczyński nie jest człowiekiem kompromisu, budowy, lecz człowiekiem walki i destrukcji.
Nie wiem, czy dane będzie dziennikarzom, mediom przeprowadzić z Jarosławem Kaczyńskim poważną dyskusję. Nie wiem, czy uda mu się zadać pytania nie tylko nie stojąc, do czego zawsze wzywał na prasowych briefingach, ale nawet nie przyklękając przed nim. Ale wyborcom jednak należy się kilka odpowiedzi i informacji. Ponieważ pamiętają oni, jak wyglądała Polska za czasów jego rządów.

Jeżeli Jarosław Kaczyński odciął się od idei IV RP, to warto by się go zapytać, jakie jest teraz również jego zdanie co do takich tematów, jak lustracja, dekomunizacja. Nie liczę, że zrezygnuje z tych tematów, ale warto wiedzieć, czy będzie działał zgodnie z z konstytucją i ustawami, nie naruszając praw obywatelskich i równości wobec prawa każdego obywatela.
Prawo i Sprawiedliwość już dwukrotnie przedstawiło własne projekty konstytucyjne. W obu nich można znaleźć zachwianie proporcji pomiędzy władzą ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, a także znaczną zmianę roli prezydenta w porządku prawnym. W związku z tym trzeba by się spytać, czy Jarosław Kaczyński będzie respektował porządek demokratyczny, w tym zasadę trójpodziału i wzajemnej autonomii władz państwowych.? Czy porzuci projekty prawne ograniczające niezależność polskich sądów i trybunałów?

Warto aby dziennikarze zapytali się Pana Prezesa, jak zapatruje się on na odpolitycznienie mediów publicznych? Czy zgodzi się na pozbycie się (łącznie oczywiście z innymi formacjami politycznymi) wpływu na ich działalność? Ta sprawa dotyczy zresztą również innych sfer życia publicznego, przede wszystkim administracji państwa.

Polityka zagraniczna Lecha Kaczyńskiego, po jej “podliczeniu” jawi się jako jedno pasmo porażek. Warto więc spytać Jarosława Kaczyńskiego, jaki jest jego stosunek do prymatu rządu w kształtowaniu polityki zagranicznej, na wszystkich frontach? Czy będzie dobrym polskim ambasadorem i dyplomatą, czy jednak będzie Polaków tylko ambarasować swoim zachowaniem?
Warto również znać stanowisko kandydata w takich sprawach jak pozycja i rola Kościoła Katolickiego w państwie, sprawy związane z in vitro i ustawą bioetyczną, jego stosunek do mniejszości seksualnych, etnicznych, religijnych. To wszystko zamyka się w szeroko rozumianych prawach obywatela.

A przede wszystkim, czy będzie przestrzegał praw demokracji i szanował Konstytucję RP, na którą miałby składać przysięgę. Przed obywatelami, państwem – a na końcu przed Bogiem i samym sobą.

Wszystko to są proste pytania. Warto zadawać takie pytania, bo im bardziej zawiłe odpowiedzi, tym mniej wiarygodny kandydat.

Azrael

—————–

Felieton opublikowany na portalu MojeOpinie.pl

 

Dodaj komentarz


Copyright © Polska Liberalna - liberalizm, polityka, kultura, historia, społeczeństwo, media - polskaliberalna.net 2012

Template by Joomla Themes & Tanie przeprowadzki Kraków.